O moim malarstwie - Justyna Koziara

letnią porą… ZAMYŚLENIE


- Właściwie ; czego tu chcieć od sztuki..
Anegdoty w typie kawa na ławę, metaforycznych, poetyckich zawirowań ducha, poruszenia,
niezgody na ten i taki świat aż po granicę buntu?, może czegoś innego… ucieczki od tych
oczywistych oczywistości ?… ale po co?, dokąd ? i jak?
- Jak to jest ; malarz rano wstaje, rozgląda się po świecie, odczuwa, myśli i jeśli coś
bezinteresownie czyni malując, to… na ogół jest po chwili w oczekiwanym, niekiedy
wyśnionym świecie i miejscu.
Szuka czegoś co tak trudno nazwać, określić, bo TO jest niewiadomo gdzie, na ogół głęboko
w nim samym, jest jego tęsknotą i potrzebą. Pragnie być w drodze po za czasem i kłopotliwą
racjonalnością codzienności, bywa, że odnajduje… HARMONIĘ… inny wymiar, inny stan,
przeczuwalny sens?

    Gdy patrzę na obrazy Justyny Koziary pełne malarskiej swady, temperamentu, soczystości
materii
wydobywanej gestem pędzla i szpachli, szerokich plam i rozmaitości linii… to nie o tym jak
są zrobione myślę.
Jej płótna mają w sobie dwojakie emocje; dynamiczny niepokój i jakby jednoczesny stan
zatrzymania. Z kolorem i światłem dzieje się w tych obrazach podobnie. Barwna plama czy
mocny akcent dopełniają się równoważącym przeciwstawieniem.
To wszystko, jak znam osobę i Jej twórczość, już od zamiaru jest układane, organizowane
i konstruowane. Zapewne nieokiełznane emocje nie raz kłócą się w niej i na tych płótnach z
potrzebą racjonalizowania. Dochodzą do swoich wspólnych racji istnienia.
Piony wobec poziomów, skosy wobec innych przekątnych. Niekiedy jedne i drugie
jednocześnie budują układy, kompozycję, szkielet dla form, koloru i materii.
I nie istotne jest w rezultacie to, czy przyczyną sprawczą Jej obrazów jest jakiś konkret;
pejzaż, wnętrze czy cokolwiek. Tu nie o realność chodzi, lecz o daną nam patrzącym
przestrzeń i powietrzność, i w tym odnaleziony stan ducha.
Uporządkowanego zamyślenia, uporządkowanego ducha.
- To nieczęste dziś płótna… czego więcej oczekiwać od sztuki?

Adam Brincken, 2012